Wszystkie »

  • Wpisów:10
  • Średnio co: 100 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 13:21
  • Licznik odwiedzin:1 140 / 1100 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dzwoni, pisze, dzisiaj siedział pod moimi drzwiami... Chciał żebym go wpuściła. Chciał porozmawiać. Gdy doszedł do wniosku, że nie otworze drzwi zaczął mówić. No może bardziej krzyczeć niż mówić. Nie zniechęciła go nawet groźba sąsiadki z dzwonieniem na policję. Swoją drogą groźbę tą spełniła i po 10 minutach, spod moich drzwi wyprowadzili go siłą.
Ostatnie co usłyszałam to "ZALEŻY MI!".
Szkoda tylko, że nie wiem na czym mu zależy.
Na przyjaźni?
Na miłości?
Na koleżeństwie?

 

 
Powiedziałam MU. Nie planowałam tego. Po prostu tak jakoś wyszło. To miała być zwykłe piwo w Jego domu. Mieliśmy jak zawsze pośmiać się, pogadać, napić i iść spać. Siedzieliśmy w ciszy i w pewnym momencie powiedziałam "Kocham Cię". Przytulił mnie i odpowiedział "Ja ciebie też". Wyrwałam się i wyjaśniłam co naprawdę czuję. Nawet nie wiem, w którym momencie zaczęły mi po policzkach płynąć łzy. ON tylko siedział i słuchał. Skończyłam mówić i wyszłam. Po godzinie zadzwonił do mnie, ale nie odebrałam. Napisał mi sms-a. "Przepraszam, że tego nie zauważyłem". Po dłuższej chwili odpisałam "Przepraszam, że wcześniej nie miałam odwagi. Wybacz mi." i wyłączyłam telefon. Od tej pory boję się go włączyć. Boję się, że zniszczyłam to, co budowaliśmy latami.
Nie wiem co bardziej mnie przeraża. Zobaczyć Cię ponownie, czy nie zobaczyć Cię już nigdy.
 

 
Pamiętam dzień, w którym GO poznałam. Pojechałam z moim ówczesnym chłopakiem na Woodstock. To był czas, gdy brałam wszystko co wpadło mi w ręce. W strasznym stanie pokłóciłam się z tamtym nawet nie wiem o co i pobiegłam przed siebie. Przepychałam się między masą ludzi, która szła w przeciwnym kierunku. Nie widziałam nic. Nie wiedziałam gdzie biegnę, ile biegnę, ani kiedy się zatrzymam. Po pewnym czasie usiadłam na trawie i zaczęłam płakać. Cała się trzęsłam. Wtedy podszedł do mnie ON i zapytał czy wszystko jest w porządku. Byłam tak porobiona, że nie miałam siły się odezwać. Wtedy usiadł koło mnie, przytulił i zaczął mówić. Nie wiem co, ale uspokoiłam się trochę. Siedzieliśmy tak do późnej nocy. Potem wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego namiotu. Jego kolega chyba nie był zachwycony widząc, że jego kumpel przywlókł półprzytomną dziewczynę, więc ulotnił się. ON przykrył mnie kocem i poszliśmy spać. Tej, ani innej nocy nic między nami nie zaszło. Po rozmowie następnego dnia okazało się, że mieszkamy w tym samym mieście. Mieliśmy się gdzieś kiedyś spotkać, więc wymieniliśmy się numerami. Tydzień po powrocie do domu myślałam o odezwaniu się do NIEGO, ale było mi jakoś głupio. Zadzwonił jeszcze tego samego dnia.

 

 
Jak to możliwe, że ON dalej jest przy mnie...
Jak to możliwe, że znosi moje humory...
Jak to możliwe, że zawsze potrafi mnie wysłuchać i pocieszyć...
Dlaczego kocham GO tak bardzo? Dlaczego akurat jego? Dlaczego dopiero teraz, a nie gdy ON chciał czegoś więcej?

 

 
Nie twierdzę, że byłam spokojna. Z natury jestem impulsywna o ile w takim stopniu można to jeszcze tak nazwać . Myślę, że jeśli kocha się kogoś prawdziwym uczuciem, najbardziej chce się szczęścia tej osoby. Dla JEGO szczęścia jestem w stanie poświęcić bardzo wiele. Nawet własne szczęście. Uważam, że ze mną nie byłby szczęśliwy. Za dobrze się znamy i ON zawsze wie kiedy coś jest nie tak, a ja mam trochę problemów. Nie chcę GO w nie wciągać.
 

 
Widziałam GO dziś. Szedł trzymając jakąś dziewczynę za rękę. Wyglądał na szczęśliwego. Owszem, zrobiło mi się przykro, ale w głębi siebie byłam zadowolona. Chcę żeby był szczęśliwy, nawet jeśli nie będzie szczęśliwy ze mną.
  • awatar Un'Altra Vita: Ja chyba tak spokojnie nie mógłbym patrzeć jak ktoś kogo kocham jest szczęśliwy z kimś innym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zastanawiałam się co by było gdyby..
Gdyby mnie kochał..
Gdybym ja go nie kochała..
Gdybyśmy zamienili się stronami..
Gdybyśmy nigdy się nie spotkali..
Cóż. Gdybyśmy nigdy się nie spotkali pewnie leżałabym martwa w jakimś rowie dzięki niemu pozbierałam się do kupy, przestałam imprezować "na ostro" i wyszłam na prostą.
Zastanawiałam się też czy warto zaryzykować wieloletnią przyjaźń dla minimalnej szansy na wspólne życie. Myślę, że nie odważę się tego zrobić. Nie wiem jakby zareagował. Chyba jednak mam za dużo do stracenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Myślałam o tym już niejednokrotnie. Jednak za każdym razem, gdy mam tą myśl w głowie rozpadam się od środka. Myślę, że gdybym skończyła tą znajomość po pewnym czasie byłoby mi lepiej. Przeraża mnie jednak wizja pustki w moim życiu. No i oczywiście nie mogę patrzeć tylko na siebie. Za bardzo Go kocham, żeby to zrobić. Nie mogłabym zostawić Go samego.
Cóż. Nie zostaje mi nic oprócz próby walki z tym uczuciem.
No i znowu się nad sobą użalam Muszę w końcu przestać to robić.
 

 
Od jakiegoś czasu bardzo mi ciężko. Uświadomiłam sobie, że kocham mojego przyjaciela. Wszystko o czym myślę to ON. Gdy powiedział mi, że też mnie kocha przez krótką chwile byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Niestety szybko mi przeszło. Wiem, że są większe tragedie na świecie, ale usłyszenie od ukochanego słów "Kocham Cię jak siostrę" było straszne. Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo najważniejszą osobą na świecie jest dla mnie ON. Tylko jemu mogę naprawdę ufać, więc stwierdziłam, że zacznę pisać. Może kiedyś ktoś to przeczyta i mi pomoże?
Niestety moim największym marzeniem jest ON.